Rozmowa z Elżbietą Jochman, położną oddziałową w Oddziale Ginekologiczno-Położniczym w Szpitalu Specjalistycznym Brzeziny

Szkoła Rodzenia często jeszcze uchodzi za swego rodzaju nowość, coś ponadstandardowego. Tymczasem Szkoły Rodzenia w Polsce mają już sporo lat.
Prawie sześćdziesiąt! Wierzyć się nie chce, ale tak jest. Oczywiście – na początku nie były bardzo znane, ale od lat 70., 80. stawały się coraz bardziej widoczne, popularne.

Dlaczego powstały Szkoły Rodzenia?
No właśnie – mogłoby się wydawać, że urodzenie dziecka to coś, czego nie trzeba się uczyć, coś naturalnego. I tak w dużej mierze jest, ale zwykle kobieta, która będzie rodzić pierwszy raz nie wie, jak to wygląda naprawdę, co będzie przeżywać w trakcie porodu. Jeśli nie dostanie tej wiedzy, nie zdobędzie jej, często w miarę zbliżania się terminu rozwiązania pojawia się lęk, że będzie ból, że poród nie pójdzie gładko, że nie da sobie rady. Jeden lęk zaczyna napędzać kolejny – tworzy się „kaskada lęku”. Szkoła Rodzenia przed tym chroni. Jest właśnie po to, żeby dowiedzieć się wszystkiego o porodzie, przygotować się do niego, nauczyć się kontrolować siebie, swoje ciało, pozbyć się lęku, a w efekcie świadomie i aktywnie przeżyć poród. Szkoła Rodzenia pogłębia więź z dzieckiem, bo dzięki niej lęk przed porodem przestaje nam je przesłaniać. Zaczynamy myśleć głównie o dziecku, nie o sobie. A ponieważ do porodu przygotowuje się dziś często z mamą także tata dziecka ma to wpływ na całą rodzinę, integruje ją. Do tego dochodzi wiedza o pielęgnacji noworodka, karmieniu piersią, ćwiczeniach dla mamy po porodzie.

Częściej do Szkoły Rodzenia „przyprowadza” lęk przed porodem, czy jednak chęć zdobycia wiedzy na ten temat?
Częstszym motywatorem jest lęk. Przychodzą do nas panie czasem tak zestresowane porodem, że na dzień dobry nie wyobrażają sobie innego rozwiązania niż cesarskie cięcie czy poród w znieczuleniu. Na szczęście większość z nich po zajęciach w Szkole Rodzenia zmienia zdanie i rodzi naturalnie. Zaczynają wierzyć w to, że – poza jakimiś wyjątkami – wszystko zależy od nich. Że w nich tkwią niesamowite możliwości, że mogą sobie ze wszystkim poradzić, wszystkiego się nauczyć. Słyszą też od koleżanek z kursu, które już rodziły, jak to wtedy jest. To ważne.

Czemu kobiety, które już rodziły, przychodzą do Szkoły Rodzenia?
Bo za pierwszym razem rodziły dzieci bez przygotowania, nie chodziły do Szkoły Rodzenia. Dla niektórych poród był ogromnym stresem, nie wszystko wspominają miło. I postanowiły, że tym razem dowiedzą się, zapytają, jak to zmienić. Dlatego ich relacje są tak ważne dla innych uczestniczek zajęć, uwiarygodniają to, o czym się tu mówi, czego się uczy.

Mówi Pani, że Szkoła Rodzenia przegania lęki. Czy ma też wpływ na przebieg porodu?
Tak. Mamy po Szkole Rodzenia zwykle rodzą dziecko szybciej, bez problemów, stan noworodka jest często lepszy, kobieta szybciej dochodzi do sprawności po porodzie. Po prostu wie o nim i o sobie wszystko, dlatego lepiej się kontroluje, wie, co mówi jej ciało, jest otwarta na współdziałanie z personelem medycznym. I nie pamięta o bólu porodowym.

To znaczy?
Szkoła Rodzenia nie likwiduje bólu, ale uczy technik jego łagodzenia, przygotowuje do niego, pomaga go zaakceptować. I to wystarcza, tym bardziej że zaraz po porodzie większość kobiet o bólu nie pamięta. Euforia, radość z narodzin dziecka całkowicie wymazuje trudy porodu.

Tata w Szkole Rodzenia, a potem przy porodzie to wyjątkowe przypadki?
W zajęciach często bierze udział oboje rodziców. To bardzo ważne, bo to jest wsparcie dla mamy w czasie ciąży od samego początku, pełniejsze współuczestniczenie w oczekiwaniu na dziecko. To informacja dla kobiety, że dziecko, ciąża i poród, to nie jest tylko jej „sprawa”. A potem jest zwykle współrodzenie. Pogłębia się więź rodzinna, jest przeżycie, które zostaje na zawsze. Do tego tata wie, jak zająć się dzieckiem, nie boi się wziąć je na ręce, potrafi wykąpać, przewinąć. Jest bliżej swojej rodziny: mamy i dziecka.

Czy w dobie internetowych poradników, kolorowych czasopism Szkoły Rodzenia nie tracą na popularności?
Nie. Są oczywiście okresy, kiedy na zajęcia zapisuje się nieco więcej osób, są i takie, gdy chętnych jest mniej. To norma. Proszę pamiętać, że Internet czy poradnik, to co innego, niż praktyczne zajęcia, ćwiczenia, żywy kontakt z położną, lekarzem, możliwość zadawania pytań, dzielenie się doświadczeniami ze współuczestniczącymi w zajęciach kobietami. Czytanie o pielęgnacji noworodka czy oglądanie ćwiczeń nie wystarczy – to trzeba przerobić samemu. Ważna jest też mobilizacja: w Szkole Rodzenia trzeba wszystko przećwiczyć, w domu – można. To jest różnica.

Szpital w Brzezinach zaprasza nie tylko do Szkoły Rodzenia, ale także do objerzenia, zwiedzenia oddziału zanim ktoś podejmie decyzję, że tu będzie rodzić swoje dziecko. Wszystko można zobaczyć?
Wszystko. Można obejrzeć sale dla mam, sale porodowe, poznać położne i lekarzy. Porozmawiać o porodzie, razem z nami ułożyć jego plan, powiedzieć, jak się chce rodzić. To obniża stres związany z porodem – wiem, gdzie trafię, znam ludzi, widziałam salę porodową. Nam w szpitalu też to pomaga, bo osoby, które były tu wcześniej nie są niczym zaskoczone. Zapraszamy: wystarczy zadzwonić i umówić się.