Co zrobić, jeśli na ulicy, w sklepie, pracy ktoś nagle zasłabnie, straci przytomność? Jeśli jesteśmy świadkami wypadku i poszkodowane w nim osoby są nieprzytomne? Odpowiedź wydaje się oczywista – trzeba udzielić pierwszej pomocy. Problem w tym, że nie każdy wie, jak to zrobić.

Dlatego coraz więcej osób uczy się udzielania pierwszej pomocy, udział w profesjonalnych kursach proponuje swoim pracownikom coraz więcej firm. Także tych, w których fachowa pomoc medyczna jest na wyciągnięcie ręki. Tak jak w Szpitalu Specjalistycznym Brzeziny, który zorganizował szkolenia z udzielania pierwszej pomocy.

Trwały one trzy dni. Osoby, które w nich uczestniczyły, ćwiczyły wykonywanie resuscytacji, czyli przywracanie krążenia i oddechu, na fantomie.

– W szkoleniach wzięło udział około 400 pracowników, zarówno medycznych jak i administracyjnych. Większość z nich miała już wiedzę na temat udzielania pierwszej pomocy, dlatego głównym celem spotkań było utrwalenie i przypomnienie najważniejszych zasad – mówi Robert Jatczak, pielęgniarz, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, prowadzący szkolenia w Szpitalu Specjalistycznym Brzeziny.

Pomagając osobie poszkodowanej należy zacząć od delikatnego potrząśnięcia i sprawdzenia czy jest przytomna, np. zapytania: „Czy wszystko w porządku?”. Jeśli nie będzie reakcji, należy wezwać pogotowie i sprawdzić, czy osoba, której chcemy pomóc oddycha. Jeśli tak, czekamy na przyjazd karetki.

W przypadku braku oddechu trzeba jak najszybciej rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową. Jeśli poszkodowany nie leży na plecach, kładziemy go w tej pozycji. Udrożniamy drogi oddechowe, odginając głowę do tyłu. Następnie naprzemiennie wykonujemy 30 uciśnięć klatki piersiowej i 2 oddechy ratunkowe (wdmuchnięcie powietrza do ust poszkodowanego, po zaciśnięciu jego nosa). Czynności należy powtarzać, aż do momentu przyjazdu pogotowia.

Jeśli w pobliżu są inne osoby, trzeba poprosić je o pomoc już w chwili sprawdzania stanu osoby poszkodowanej. Należy poprosić je o wezwanie pogotowia, a potem o to, by na zmianę z nami prowadziły akcję resuscytacyjną. To ważne, bo sami możemy nie mieć sił, by udzielać pomocy poszkodowanemu dłużej niż przez kilkanaście minut.

Co roku w Polsce umiera 40 tysięcy spośród osób, u których doszło do zatrzymania krążenia poza szpitalem (np. na ulicy, w pracy). Szanse poszkodowanego na przeżycie – jeśli nie udzielimy mu pierwszej pomocy -– maleją z każdą minutą o 10 procent. Biorąc pod uwagę, że pogotowie przyjeżdża do poszkodowanego średnio po ok. 15 minutach, warto nauczyć się, jak udzielać pomocy, przywracać krążenie i oddech.