Rozmowa z doktor Anną Prochowską, specjalistą pediatrii, kierownikiem Oddziału Pediatryczno-Neonatologicznego w Szpitalu Specjalistycznym Brzeziny

Pediatrzy w szpitalu w Brzezinach nie tylko nie mają nic przeciwko temu, by dzieciom leczonym w oddziale wciąż towarzyszyli rodzice, ale ich do tego namawiają. Czemu Państwu tak zależy na obecności rodziców?
Z trzech powodów. Najpierw dlatego, że dzieci są bardzo wrażliwe na rozłąkę z najbliższymi, z mama i z tatą. Bardzo przeżywają zmianę otoczenia, są niespokojne, boją się. A to nie sprzyja leczeniu, utrudnia badania diagnostyczne, terapię. Jeśli są z rodzicami, duża część tych problemów znika – leczenie bywa skuteczniejsze, łatwiejsze, także dla nas. To po drugie, a po trzecie – rodzice też łagodniej wszystko przechodzą, nie zamartwiają się gdzieś daleko od swoich pociech, ale są z nimi. Dlatego jesteśmy maksymalnie otwarci na obecność rodziców, chętnie widzimy ich u nas całą dobę, szczególnie zależy nam, by byli tu rodzice niemowlaków i najmłodszych dzieci.

W niczym wam nie przeszkadzają? Przecież oni tu mieszkają: śpią, jedzą, odpoczywają. Nie we wszystkich szpitalach to lubią.
Przecież oni nam pomagają, bo łagodzą stres dziecka, opiekują się nim. A my staramy się, żeby im było u nas wygodnie: odnowiliśmy meble, mamy łóżka dla rodziców, lodówkę, fotele, czajnik, dostęp do Internetu. Chcemy, żeby się tu dobrze czuli, żebyśmy tworzyli jeden zespół, prawie jedną rodzinę. Mam nadzieję, że tak to odbierają, że nie ma niepotrzebnego dystansu między nimi a lekarzami i pielęgniarkami.

Czy za miejsce w strefie rodzica, bo tak nazywa się ta część oddziału, trzeba zapłacić?
Wszystko jest bezpłatne i to też – w porównaniu z wieloma innymi szpitalami – jest wyjątkowe. Rodzice płacą kilka złotych tylko wtedy, gdy chcą sobie zamówić obiad. Ale nic na tym nie zarabiamy.

Rodzice, będąc z dzieckiem w szpitalu, pewnie wychodzą stąd z większą wiedzą na temat choroby swojej pociechy, sposobu leczenie, opieki?
Tak, z czego też się cieszymy. Są bardziej świadomi terapii, dzięki czemu bardziej angażują się w leczenie swojego dziecka. Wiedzą, dlaczego podaje się jakiś lek, dlaczego robi się to tak, a nie inaczej. To ważne, szczególnie, gdy po zakończeniu pobytu w szpitalu trzeba kontynuować leczenie w domu. Rodzice towarzyszą dzieciom na przykład podczas inhalacji, a przy okazji uczą się, jak prawidłowo ją wykonać. Oni po prostu edukują się medycznie. Są mądrzejsi o tę wiedzę już na całe życie.

Inhalacje, inhalatorium, to jeden ze znaków rozpoznawczych brzezińskiej pediatrii. Dlaczego przywiązujecie wagę do tego sposobu leczenia?
Ponieważ dzieci bardzo często cierpią na choroby układu oddechowego, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, sporo jest alergii. A inhalacja znacznie wspomaga zasadnicze leczenie tych chorób. Dlatego mamy własne inhalatorium.

Czy zdarzają się przypadki, że najbliższych jakiegoś małego pacjenta trzeba przekonywać, specjalnie zachęcać, żeby był z nim w szpitalu?
Nie. Zawsze ktoś jest – jeśli mama czy tata nie dają rady, bo muszą być w pracy albo są po prostu zmęczeni, to na przykład w nocy zastępuje ich babcia.

Pediatria w Szpitalu Specjalistycznym Brzeziny została wyremontowana i wyposażona w nowy sprzęt. Jest tu strefa rodzica, strefa zabaw i inhalatorium, które wspomaga leczenie chorób układu oddechowego, w tym astmy oskrzelowej u najmłodszych. Prowadzona jest tu m.in. diagnostyka bólów brzucha, astmy, leczone są alergie, także pokarmowe, otyłość, choroby układu oddechowego, dolegliwości związane z brakiem witaminy D3 i wapnia, wywołane przez helicobacter pylori (bakterię powodującą zapalenie błony śluzowej żołądka).